W moim pokoju wszyscy rozsiedliśmy się na łóżku. Ja siedziałam cicho podczas gdy moi towarzysze cieszyli się z tego że Malwina zamieszka u nas. Oni widzieli tylko pozytywną stronę tego wszystkiego. Ja niestety nie, byłam zła z powodu Łukasza. Nie pasowało mi to że on ma zostać naszą niańką. W ogóle nie pasowała mi jego obecność w tym nieście. Zaczęłam wymyślać jak się go pozbyć, ale w końcu stwierdziłam że dużo łatwiej było by uciec. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos brata.
- Roksana wszystko w porządku?
- Nic nie jest w porządku! Po co on ma nas pilnować, umiem sama o siebie zadbać! - wybuchnęłam. Przyjaciółka mnie przytuliła.
- Nie myśl teraz o nim, lepiej pomyśl o tym że będziemy razem mieszkać.
Usłyszałam pukanie do drzwi osoba stojąca po drugiej stronie nie czekała na moje pozwolenie. Drzwi się otworzyły, a po drugiej stronie stał mój były chłopak. Chciał wejść do środka ale go powstrzymałam.
- Nie wchodź do mojego pokoju! Nie życzę sobie tego. - powiedziałam. - Czego chcesz?
- Przyszedłem po Malwine, mamy jechać po jej rzeczy. - powiedział i poszedł. Zeszłam razem z nimi na dół, chciałam porozmawiać z rodzicami. Niestety nie udało mi się to ponieważ nasi goście jeszcze nie wyszli. Wróciłam do pokoju, Mateusz wciąż w nim był. Zdziwiło mnie to że na kolanach miał książkę o którą się tak wściekał.
- Jednak się do niej przekonałeś.
- Nie po prostu szukam czy jest tu coś o walkach z Aniołami. Znalazłem tylko historie o najazdach w których zginęło mnóstwo naszych. i niby to my jesteśmy barbarzyńcami. - prychnął.
- Mam nadzieje że szybko im się znudzi i wyjadą. Nie za bardzo pasuje mi spędzanie czasu z Łukaszem.
- Tym razem nie pozwolę mu się do ciebie zbliżyć. - powiedział cicho.
- Sama mu na to nie pozwolę. - powiedziałam.
Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit, a Mati dalej przeglądał książkę. Gdy w końcu wrócili z dwoma walizkami pomogłam się rozpakować przyjaciółce. Później poszłam się umyć. Wzchodyiam y ayiki w krótkich spodenkach i podkoszulku brata po drodze do pokoju gościnnego wpadłam na naszego ochroniarza. Upadłabym ale zdążył mnie złapać. Przybliżył mnie do siebie i pocałował. Mati który akurat wychodził od siebie z pokoju zauważył to, więc podbiegł do nas odciągnoł Łukasza na bok i przywalił mu tak, że Łukasz aż się zachwiał. Chciał oddać Matiemu, ale nie pozwoliłam mu na to.
- Jak mogłeś?! - wydarłam się na niego.
- O co ci chodzi. Chciałaś tego. - odparł.
Mati się wkurzył jeszcze bardziej i znów mu przywalił ale lekko bo zagradzałam mu drogę.
- Mateusz przestań! - zwróciłam się do Łukasza - Twierdzisz że tego chciałam.Po tym co mi zrobiłeś?! Żartujesz sobie?!
- Co ja ci niby zrobiłem? Tamta noc była dla mnie ważna ale musiałem wyjechać!
- Nie kłam mi prosto w oczy! Wyjdź stąd. Nie chcę cie widzieć.
- Sory ale ja tu teraz mieszkam. Dobranoc maleńka! - puścił mi oczko i wszedł do swojego pokoju. Nie mogłam uwierzyć w to co tu się stało.
- Wszystko w porządku? - spytał Mati. Nie odpowiedziałam. Przytulił mnie i zabrał do pokoju.
- Dzisiaj stąd nie wychodzisz. Musimy pogadać.
Zaniepokoiłam się bo nie chciałam gadać o Łukaszu ale ulżyło mi gdy mój brat pokazał mi książke którą wykradłam tacie.
- Znalazłem tu coś ciekawego.
----
Całą końcówkę napisaną pochyłym pismem wymyśliła moje przyjaciółka.
wtorek, 25 lutego 2014
poniedziałek, 24 lutego 2014
Rozdział 6
Weszliśmy do domu. Byłam przerażona. Ruszyłam powoli za bratem do kuchni skąd słychać było cichą rozmowę. Gdy przekroczyłam jej próg stanęłam jak wryta. Przy ogromnym stole siedziało sześć osób. Zebrały się Demony z miasta plus jeszcze jedna rodzina której nie widziałam od dwóch lat. Szczerze mówiąc miałam nadzieje że już nigdy nie zobaczę. Brakowało jeszcze tylko rodziny Malwiny z nią samom i Łukasza. Mama nas zauważyła.
- O jesteście. Usiądźcie musimy poczekać jeszcze chwile, brakuje jeszcze kilku osób.
Spojrzałam niepewnie na Mateusza, wzruszył ramionami i poszedł usiąść. Zrobiłam to samo. Od kąt nas zauważono nikt się nie odzywał. Panowała grobowa cisza która jeszcze bardziej mnie przerażała. Choć kamień spadł mi z serca, tacie nie chodziło jednak o książkę. Tylko ciekawe o co. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, moja matka wstała by otworzyć gościom. Myślałam że przeszli rodzice Malwiny z nią samą, pomyliłam się. Osobą która weszła za mamą do kuchni był chłopak a raczej mężczyzna. Był wysoki i dobrze umięśniony jak zresztą zawsze. Jego czarne jak noc włosy były krótko obcięte. Brązowe oczy które zatrzymały się teraz na mnie rozbłysły. Łukasz mój były chłopak który tak bardzo mnie skrzywdził obdarzył mnie tylko jednym spojrzeniem i usiał obok rodziców. W jednej chwili powróciły wszystkie wspomnienia. Ostatni raz kiedy go widziałam, to była najgorsza noc jaką w życiu przeżyłam. Choć nie noc była cudowna, ale ranek już nie. Do tej pory pamiętam co było napisane na karteczce leżącej na poduszce obok. "To chyba nie jest to." tylko tyle, później się okazało że wyjechał. Od tamtej pory go nie widziałam i było dobrze. Łatwiej mi przyszło pogodzenie się z tym co się stało. Mogłam udawać że to tylko zły sen. Kolejny dzwonek. Malwina weszła zaraz po swoich rodzicach, ją też zaskoczył widok mojego byłego. Szybko otrząsnęła się z szoku i usiała między mną a Matim.
- Wszyscy już są więc możemy zaczynać. - powiedział mój ojciec.
- Czemu my tu jesteśmy? - spytała Malwina.
- Ponieważ to jest sprawa o której powinniście wiedzieć. - odpowiedział pan Kowalski. Facet po czterdziestce cierpiący z powodu braku potomstwa.
- W takim razie słuchamy.
- Do naszego miasta przyjechały Anioły. Obstawiamy że chcą nas wykończyć. - wyjaśniła matka Łukasza. Tak zaczęło się wyjaśnianie czego nie mamy robić a co możemy.
- Ale dlaczego chcą nas wykończyć? Co to ma wogule znaczyć? - spytała Malwina jak by dopiero dotarło to do niej. Nikt nie jej nie odpowiedział, panowała absolutna cisza wszyscy paczy;li na moją przyjaciółkę smutnym wzrokiem.
- Chcą nas zabić. - powiedziałam i teraz wszyscy paczyli na mnie. - Chcą tego bo myślą że jesteśmy na wskroś źli. Że zabijamy dla przyjemności, że żyjemy tylko po to by zadawać ból i cierpienie. Ale to jest prymitywne zachowanie, w tym wieku nikt już się tak nie zachowuje. - przez cały czas patrzyłam na swoje ręce ale teraz podniosłam wzrok. Spojrzałam na mojego ojca i zobaczyłam w jego oczach dumę. Dumę ze mnie, z jego córki.
- Zgadza się. Boimy się o wasze życie właśnie dlatego Łukasza by znów się wprowadził z rodzicami do miasta.
- Zgodziłem się od razu. Bardzo chętnie będę ochroniarzem moich starych przyjaciół.
- Że co? - spytałam.
- Łukasz będzie was zawoził do szkoły i odwoził do domu, będzie się wami opiekował. Dla ułatwienia sprawy i zwiększenia waszego bezpieczeństwa Malwina się do nas wprowadzi. Pokój gościnny jest już gotowy. - powiedział tata.
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie i jednocześnie podnieśliśmy się z krzeseł. Bez słowa wyszliśmy z kuchni i ruszyliśmy do mojego pokoju.
- O jesteście. Usiądźcie musimy poczekać jeszcze chwile, brakuje jeszcze kilku osób.
Spojrzałam niepewnie na Mateusza, wzruszył ramionami i poszedł usiąść. Zrobiłam to samo. Od kąt nas zauważono nikt się nie odzywał. Panowała grobowa cisza która jeszcze bardziej mnie przerażała. Choć kamień spadł mi z serca, tacie nie chodziło jednak o książkę. Tylko ciekawe o co. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, moja matka wstała by otworzyć gościom. Myślałam że przeszli rodzice Malwiny z nią samą, pomyliłam się. Osobą która weszła za mamą do kuchni był chłopak a raczej mężczyzna. Był wysoki i dobrze umięśniony jak zresztą zawsze. Jego czarne jak noc włosy były krótko obcięte. Brązowe oczy które zatrzymały się teraz na mnie rozbłysły. Łukasz mój były chłopak który tak bardzo mnie skrzywdził obdarzył mnie tylko jednym spojrzeniem i usiał obok rodziców. W jednej chwili powróciły wszystkie wspomnienia. Ostatni raz kiedy go widziałam, to była najgorsza noc jaką w życiu przeżyłam. Choć nie noc była cudowna, ale ranek już nie. Do tej pory pamiętam co było napisane na karteczce leżącej na poduszce obok. "To chyba nie jest to." tylko tyle, później się okazało że wyjechał. Od tamtej pory go nie widziałam i było dobrze. Łatwiej mi przyszło pogodzenie się z tym co się stało. Mogłam udawać że to tylko zły sen. Kolejny dzwonek. Malwina weszła zaraz po swoich rodzicach, ją też zaskoczył widok mojego byłego. Szybko otrząsnęła się z szoku i usiała między mną a Matim.
- Wszyscy już są więc możemy zaczynać. - powiedział mój ojciec.
- Czemu my tu jesteśmy? - spytała Malwina.
- Ponieważ to jest sprawa o której powinniście wiedzieć. - odpowiedział pan Kowalski. Facet po czterdziestce cierpiący z powodu braku potomstwa.
- W takim razie słuchamy.
- Do naszego miasta przyjechały Anioły. Obstawiamy że chcą nas wykończyć. - wyjaśniła matka Łukasza. Tak zaczęło się wyjaśnianie czego nie mamy robić a co możemy.
- Ale dlaczego chcą nas wykończyć? Co to ma wogule znaczyć? - spytała Malwina jak by dopiero dotarło to do niej. Nikt nie jej nie odpowiedział, panowała absolutna cisza wszyscy paczy;li na moją przyjaciółkę smutnym wzrokiem.
- Chcą nas zabić. - powiedziałam i teraz wszyscy paczyli na mnie. - Chcą tego bo myślą że jesteśmy na wskroś źli. Że zabijamy dla przyjemności, że żyjemy tylko po to by zadawać ból i cierpienie. Ale to jest prymitywne zachowanie, w tym wieku nikt już się tak nie zachowuje. - przez cały czas patrzyłam na swoje ręce ale teraz podniosłam wzrok. Spojrzałam na mojego ojca i zobaczyłam w jego oczach dumę. Dumę ze mnie, z jego córki.
- Zgadza się. Boimy się o wasze życie właśnie dlatego Łukasza by znów się wprowadził z rodzicami do miasta.
- Zgodziłem się od razu. Bardzo chętnie będę ochroniarzem moich starych przyjaciół.
- Że co? - spytałam.
- Łukasz będzie was zawoził do szkoły i odwoził do domu, będzie się wami opiekował. Dla ułatwienia sprawy i zwiększenia waszego bezpieczeństwa Malwina się do nas wprowadzi. Pokój gościnny jest już gotowy. - powiedział tata.
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie i jednocześnie podnieśliśmy się z krzeseł. Bez słowa wyszliśmy z kuchni i ruszyliśmy do mojego pokoju.
niedziela, 23 lutego 2014
Rozdział 5
Rano obudziłam się i strasznie bolała mnie głowa. Czyżby moje wczorajsze modły zostały wysłuchane? Czy ja się wczoraj opiłam? Udało mi się? Chyba tak bo nie pamiętam jak znalazłam się w domu, ale niestety pamiętam co się działo wcześniej. Jednak nie mogę tego w siebie wlewać jak soczek. Wstałam i poszłam się ogarnąć do szkoły. Ubrałam się w białą bluzkę na ramiączkach i czarne spodnie na to założyłam brązowy sweterek. Jeszcze kilka dodatków i byłam gotowa. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie z bratem.Pojechaliśmy do szkoły. Na lekcjach nie mogłam się skupić bo głowa wciąż bolała. Czemu Mateusz może wypić dużo więcej niż ja? Załęże się że wypił dwa razy więcej niż ja i teraz wygląda normalnie, nie ma kaca a ni nic z tych rzeczy. Moje nieudolne próby zaśnięcia na lekcji przerwał dzwonek na długą przerwę. Było ciepło wiec wyszliśmy na pole. Mateusz i Malwina położyli się na słońcu i zaczęli rozmawiać, ja włożyłam słuchawki do uszu i usiadłam w cieniu drzewa o które się opierałam. Zamknęłam oczy. Zaczęłam myśleć o tym co się zdarzyło wczoraj na imprezie. Damian pocałował mnie i zwiał, a ja nie miałam zamiaru mu tego odpuścić. Tak samo jak mówić komuś o tych zdarzeniach. Ukrycie tego przed bliskimi było trudne. Ledwo co zeszłam na śniadanie Mateusz nie chciał dać mi spokoju, pytał czemu wyszłam bez niego. Później w szkole Malwina, zaczęła wypytywać co się stało po tym jak nas zostawiła. Nie odpowiedziałam na żadne z ich pytań, a jak już to nie były to żadne konkretne wiadomości. Po prostu stwierdziłam że będę udawać że wczoraj nic się nie zdarzyło. Z rozmyślań wyrwało mnie a raczej ktoś kto pocałował mnie w policzek. Otworzyłam oczy i mój wzrok od razu padł na Damiana. Siedział obok z tym swoim uśmieszkiem który wczoraj mnie zachwycał. Dziś czułam do niego tylko złość i odrazę. Spojrzałam na niego zła.
- Czego chcesz? - spytałam wyciągając słuchawki.
- Czemu tak nie miło? Wczoraj byłaś dużo milsza.
- Wczoraj? - spytałam głupio - A na imprezie. Co takiego się działo?
- Co ty nic nie pamiętasz? Nawet tego jak się całowaliśmy?
Zaśmiałam się głośno. - Ja całowałam się z tobą? Nie no tego mi nie wmówisz. Robiłam już dużo głupich rzeczy po pijaku, ale choć bym nie wiem jak schlana był nigdy bym cię nie pocałowała.
Damian przeszył mnie wzrokiem. Patrzył na mnie tak przenikliwie że poczułam się dziwnie. Dłużej tego nie wyczytałam wstałam i poszłam do szkoły. Podeszłam pod sale w której miałam mieć następną lekcje i dopiero teraz zorientowałam się że cały czas szli za mną Mati i Malwina.
- OK. Rozumiem że nie powiedziałaś tego jemu ale mnie. - zaczęła od razu Malwina.
- No chyba nie uwierzyliście w to co powiedział Damian?
- Teksty typu "byłam tak schlana..." wciskaj sobie ludziom a nie nam. - odłączył się Mateusz.
- No dobra pocałowaliśmy się.
- Skoro tak to dlaczego się do tego nie przyznałaś? - dopytywała przyjaciółka.
- Bo zostawił mnie. Pocałował i zostawił. - powiedziałam. Chciała coś powiedzieć, ale dostałam SMS'a.
"Roksana od razu po szkole wracajcie z bratem do domu. Musimy porozmawiać." od taty.
- Już nie żyje. - mruknęłam i sunęłam się po ścianie. Czyli jednak się zorientował że brakuje jednej z jego książek. Będę miała problemy tata dostanie szału. Nienawidzi jak się rusza jego rzeczy. W tym wypadku nawet mama nie pomoże.
---
Strój Roksany
Wciąż prosze o komentarze.
- Czego chcesz? - spytałam wyciągając słuchawki.
- Czemu tak nie miło? Wczoraj byłaś dużo milsza.
- Wczoraj? - spytałam głupio - A na imprezie. Co takiego się działo?
- Co ty nic nie pamiętasz? Nawet tego jak się całowaliśmy?
Zaśmiałam się głośno. - Ja całowałam się z tobą? Nie no tego mi nie wmówisz. Robiłam już dużo głupich rzeczy po pijaku, ale choć bym nie wiem jak schlana był nigdy bym cię nie pocałowała.
Damian przeszył mnie wzrokiem. Patrzył na mnie tak przenikliwie że poczułam się dziwnie. Dłużej tego nie wyczytałam wstałam i poszłam do szkoły. Podeszłam pod sale w której miałam mieć następną lekcje i dopiero teraz zorientowałam się że cały czas szli za mną Mati i Malwina.
- OK. Rozumiem że nie powiedziałaś tego jemu ale mnie. - zaczęła od razu Malwina.
- No chyba nie uwierzyliście w to co powiedział Damian?
- Teksty typu "byłam tak schlana..." wciskaj sobie ludziom a nie nam. - odłączył się Mateusz.
- No dobra pocałowaliśmy się.
- Skoro tak to dlaczego się do tego nie przyznałaś? - dopytywała przyjaciółka.
- Bo zostawił mnie. Pocałował i zostawił. - powiedziałam. Chciała coś powiedzieć, ale dostałam SMS'a.
"Roksana od razu po szkole wracajcie z bratem do domu. Musimy porozmawiać." od taty.
- Już nie żyje. - mruknęłam i sunęłam się po ścianie. Czyli jednak się zorientował że brakuje jednej z jego książek. Będę miała problemy tata dostanie szału. Nienawidzi jak się rusza jego rzeczy. W tym wypadku nawet mama nie pomoże.
---
Strój Roksany
Wciąż prosze o komentarze.