wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 38


- Ja... - chłopak padł na kolana. - Ja nie mogę.
- Tak musi być. Zrób to. - widziałam jak próbuję powstrzymać łzy co mu się nie udało. - Roksana dasz radę i tak wiesz jak to się dla mnie skończy. - uśmiechnął się delikatnie. Ja powoli podeszłam do niego stanęłam za nim. Schowałam twarz w jego włosach żeby nie widzieli moich łez. Ustawiłam rękę przy jego szyj i...
- Stój. - po sali rozniósł się donośny głos wnuczki Demonicy.
- Uff. - wypuściłam głośno powietrze. Nie zabiłam Łukasza ale zdążyłam go zranić. Z małego rozcięcia na szyi płynęła krew. Młoda Demonica podeszła do nas godnym krokiem.
- Daruje mu życie a ciebie - spojrzała na mnie - wezmę pod swoje skrzydła.
- Kamilo ty nie możesz sama decydować. - Jan zwrócił się do młodej Demonicy, ta spojrzała na swoja babcię.
- Dlaczego nie mogę o niczym decydować a tata tak? On nie ma twojej krwi w sobie.
- Masz rację. - odpowiedziała Demonica. Widać że kobieta ma słabość do swojej wnuczki. - W takim razie co proponujesz?
- Już już mówiłam daruj mu życie.
- A niby dlaczego? Zdradził. - odezwał się Jan patrząc z pogardą na mnie i Łukasza.
- A dlaczego mamy karać niewinnego chłopaka? To nie jego wina że urodził się w zły dzień i akurat na niego padło. Przeznaczeniu nie da się oprzeć. - Demon chciał się wtrącić ale Demonica podniosła się z miejsca.
- Dobrze już zdecydowane. Kamila zajmie się Roksaną i Łukaszem. Z wszystkiego co zrobią ty będziesz sadzona. - po tych słowach wyszła a za nią reszta rady i ochroniarze. Po chwili wrócił Daniel razem z Nadią. Dziewczyna od razu podeszła do Łukasza i przytulia go a mnie przytulił brat i przyjaciółką po chwili to samo zrobili rodzice. Dopiero po tym wielkim powitaniu skupiłam się na Kamili. Podeszłam do niej, zdążyła usiąść na tronie swojej babki.
- Dziękuję za wstawienie się za nami.
- Nie musisz. - uśmiech rozjaśnił jej twarz, wyglądała na młodszą. - Ja jestem po twojej... - spojrzała ponad moim ramieniem. - po waszej stronie. Zawsze wam pomogę.
- Jestem ci wdzięczna, naprawdę. - odwzajemniłam jej uśmiech.
- Czyli teraz jesteś w Radzie? - Nadia położyła mi rękę na ramieniu.
- Tak i zamierzam to wykorzystać. - już myślałam co będę robić gdy tylko skończymy nasz plan.
- No to super a teraz zbieramy się do domu może zdarzymy jeszcze zobaczyć się z chłopakami. - Nadia ruszyła do drzwi ciągnąć mnie za sobą. Nie udało nam się wyjść ponieważ Kamila i Dominik zagrodzili nam drogę.
- Nie mogę jej puścić. - odezwała się Kamila.
- A to niby dlaczego? - Łukasz idący za nami oburzył się.
- Ponieważ teraz należycie do Rady. - zaczął powoli Dominik. - a to znaczy że musicie tu zamieszkać.
- Nie zgadzam się! - krzyknęła na całą sale Nadia, położyłam jej rękę na ramieniu.
- Spokojnie zostaniemy. - zwróciłam się tu nie tylko do przyjaciółki ale do wszystkich.
- W takim razie Dominik i jeszcze ktoś odwiezie twoja przyjaciółkę i rodzinę do domu a ja pokażę wam wasz pokój i zapoznam z zasadami tu panującymi.
- Roksana jesteś pewna? - Nadia miała zmartwioną minę.
- Tak spokojnie porozmawiamy jak zaśniesz. - Uśmiechnęłam się do niej i poszłam razem z Łukaszem za Kamilą która poprowadziła nas na najwyższe piętro posiadłości i pokazałam nam nasz pokój. W środku było łóżko kanapa stolik szafa i biurko.
- W szafie powinny być jakieś ubrania a w łazience ręczniki. - powiedziała Kamila stojąc w wejściu. - Teraz zostawię was samych żebyście mogli porozmawiać. Przyjdę po was przed kolacją. - wyszła zamykając za sobą drzwi. Ja padłam na łóżko i westchnęłam ciężko. Łukasz usiadł obok mnie opierając ręce na kolanach i opuszczając głowę.
- Łukasz przepraszam. - powiedziałam cicho podnosząc się. - nie chciałam zrobić ci krzywdy.
- Roksana opanuj się robiłaś to co musiałaś.
- Pomimo wszystko nie powinnam się na to zgodzić. - przytuliłam się do niego. 
- Nie myśl już o tym. - pocałował mnie w czubek głowy - lepiej pomyślmy jaki będzie nasz następny krok. Nie robiliśmy żadnych planów awaryjnych.
- Tak wiem. - usiadłam wygodniej na łóżku. - Myślę że skoro mamy Kamile po swojej stronie będzie nam łatwiej. Widziałam że jej babka ma do niej słabość.
- Zauważyłem ale to może nie być takie łatwe jak myślisz. Demonica jednak trzyma się pewnych zasad. Zwłaszcza gdy w pobliżu jest genialny Jan.
- Masz racje. - zamyśliłam się przez chwile. - Mogę spróbować też przekonać ja do siebie. Obstawiam że to nie będzie już takie trudne. Wystarczy że będę robić to co każe.
- Spróbuj. - uśmiech Łukasza dał mi do zrozumienia że szykuj już jakiś cudowny plan. - Jednak pozostaje jeszcze jeden problem.
- Jaki?
- Jak skontaktujemy się z resztą Dominik nie może przecież jeździć ciągle z informacjami tam i z powrotem.
- Tym się nie martw. - uśmiechnęłam się do niego. - od tego masz mnie. Potrafię wchodzić do czyichś snów. spróbuje dziś w nocy zrobić taka snokonferencje.

DAMIAN

Właśnie jechaliśmy z Karolem do naszego "miasta" które tak naprawdę było ogromnym strzeżonym osiedlem zamieszkałym tylko i wyłącznie przez Anioły. Tutaj o statucie decydowało oto jak blisko Rady Aniołów mieszkasz. Moja rodzina jest jedna z pięciu rodzin mieszkających najbliżej. Zapewnił nam to mój dziadek tory był jej przewodniczącym przez prawie 60 lat. Jego miejsce zajął Artur ojciec Karoliny. jego prawą i lewą ręką jest jego bart i moja siostra która z resztą mnie nienawidzi. Ale mniejsza z tym teraz było ważne żeby wejść do środka.
- Myślisz że nam się uda? - spytałem Karola gdy zaparkował.
- Musi. - powiedział otwierając drzwi. - inaczej będzie o nas. - wysiadłem zaraz po nim i ruszyliśmy w stronę wejścia. nie dotarliśmy tam ponieważ kilka metrów od naszego samochodu zostaliśmy powaleni na ziemie a na naszych rekach dwóch ochroniarzy zapięło kajdanki. Gdy już byli pewni że jesteśmy bezbronni podnieśli nas z ziemi i zaprowadzili do środka.
- Udało nam się. - Uśmiechnąłem się krzywo.
- Nie ciesz się jeszcze. - usłyszałem ostry głos siostry. Podniosłem wzrok i zobaczyłem ją opierającą się o ścianę przed biurem do którego zmierzaliśmy.
- Jak miło widzieć cię siostrzyczko. - Zadrwiłem.
- Niestety nie mogę tego samego powiedzieć. - odsunęła się od ściany. - od początku mówiłam że wszystko spieprzysz ale matka nie słuchała.
- Zazdrość aż z ciebie kipi. Powinnaś się już nauczyć że zawsze wygrywam. - powiedziałem.
- Naprawdę tak sądzisz? - wybuchła śmiechem. - Wydaje mi się że to ja jestem górą.
- Pamiętaj Natalio co zawsze mówił ojciec. - odezwał się Karol. - Im wyżej jesteś tym upadek jest boleśniejszy.
- Wprowadzić ich! - rozkazała wchodząc do środka z zaciśniętymi ustami. zawsze tak robiła gdy przegrywała nasze potyczki słowne. Które najczęściej kończył Karol bo tylko o nie bał się mówić o naszym ojcu po jego śmierci. 
- Och kogo my tu mamy. - Powiedział Artur gdy weszliśmy do biura. - Co was tu sprowadza? bo na pewno nie jest to błaganie o wybaczenie.
- Masz racje nie jest. - odezwał się Karol. - Przyszliśmy cię powiadomić o losach twojej córki.
- Co z nią? - widać było że przejął się.
- Nie żyje. - powiedziałam.
- Co oni jej zrobili!? - spytał uderzając ręką w blat stołu.
- Oni razem z nami próbowali ją uratować. - szczęka Karola była zaciśniętą więc jego słowa były ciche ale i mocne. - Nie udało im się ponieważ rana kuta w brzuchu była za głęboka.
- Nie to nie możliwe. - Artur opadł z powrotem na krzesło i schował twarz w dłoniach.
- Kłamiecie tylko po to żeby uratować tą twoją Wybraną. - Natalia naskoczyła na nas.
- Wybraną była Karolina a jej wybranym Demon który pilnował Roksany. - wytłumaczyłem.
- Skąd o tym wiecie? - spytał Artur.
- Ponieważ Roksana jest Strażnikiem.
- Strażnikiem mówisz? - Artur pozbierał się po śmierci córki zadziwiająco szybko. - w takim razie zawrzyjmy umowę. Ja pozwolę wam wrócić do naszej społeczności jeżeli wy powiecie mi gdzie ona się ukrywa.
- Nigdy - powiedzieliśmy równo z Karolem.
- W takim razie na razie ich zamknąć w celi. - wstał - dam wam kilka godzin na podjęcie ostatecznej decyzji. Widzimy się jutro. - powiedział i machnął ręką a ochroniarze poprowadzili nas na dół do tak zwane celi. Tak naprawdę był to pokój w piwnicy z drwami wyposażonymi w kilka zamków. Zamknęli nas w środku. Nie spodobało mi się to więc zacząłem chodzić w kółko. Po kilku godzinach brat pchnął mnie na łóżko i kazał się położyć.
- Myślisz że zasnę? - spytałem patrząc jak rozkłada się wygodnie na swoim łóżku.
- Powinieneś inaczej Roksana nie będzie mogła się z tobą skontaktować.
- Skąd ty niby o tym wiesz?
- Powiedziała mi na wszelki  wypadek. Założyła że jak coś pójdzie nie tak to ja zachowam zimną krew i spróbuje cię uspokoić. Mówiła że jak nie będzie dała rady z tobą spróbuje ze mną. - powiedział i zamknął oczy. Po tym co usłyszałem ułożyłem się wygodniej i starałem jak najszybciej zasnąć co nie było łatwe.

***

Wybaczycie mi? Ja wiem że nie pisałam tak strasznie długo ale im bliże końca tym trudniej się pisze. Do tego tak dużo obowiązków szkolnych że ja nie wyrabiam. Nie obiecuje że kolejny rozdział pojawi się szybko. bo naprawdę nie wiem na kiedy uda mis ie go napisać.
Piszcie jak mi wyszła perspektywa Damiana.

Jeżeli coś jest nie tak to też piszcie ponieważ miałam problemy z wyglądem po opublikowaniu.

piątek, 4 września 2015

Rozdział 37

Okazało się że spotkanie się z Radą nie jest takie łatwe a powinno skoro to oni chcieli mnie widzieć. Żeby się z nimi spotkać trzeba najpierw dowiedź się gdzie aktualnie przebywają a to nie jest takie łatwe. Dużo czasu zajęło nam znalezienie chłopaka który jest częścią Rady. Z tego co się dowiedzieliśmy chłopak czasem przychodzi do klubu załatwiać interesy ale także się pobawić. Mieliśmy nadzieje że dzisiejszego wieczoru się tam zjawi. Plan polegał na tym żeby go znaleźć i zmusić żeby skłamał że przyjdę ze swoim ukochanym.
- Roksana pospiesz się! - Zawołał Łukasza z dołu. Odwróciłam się do Damiana siedzącego na łóżku.
- Nie podoba mi się to że nie mogę iść z tobą. - powiedział chłopak.
- Mnie nie będzie się podobało jak przyjdzie czas na twoją kolej w naszym planie wiec jesteśmy kwita. - pocałowałam go i wyszłam z pokoju. W samochodzie czekał na mnie Łukasz razem z Nadią. Wsiadłam do środka i ruszyliśmy. Dostanie się do klubu nie zajęło nam dużo czasu ale znalezienie odpowiedniego chłopaka którego równie dobrze mogło tu nie być było zdecydowanie trudniejsze. Po kilku godzinach Łukasz wskazał nam chłopaka siedzącego samotnie przy stoliku.
- Chwilę temu siedział z chłopakiem który dawał mu kasę za jakąś kopertę. Myślę że to on.
- Równie dobrze może to być ktoś inny. Na przykład diler. - powiedziałam.
- To na pewno nie diler. - powiedziała Nadia. Zauważyłam że uśmiecha się do chłopaka i macha mu. Gdy ten ją zauważył także się uśmiechnął dając nam znak żebyśmy podeszli.
- Nadia co ty robisz w takim miejscu? - spytał gdy tylko znaleźliśmy się wystarczająco blisko.
- Poszukuje pewnego Demona.- powiedziała. - Członka Rady. Wiesz coś na ten temat?
- Wiedziałbym gdyby taka szycha się tu zjawiła. - chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. - Przy okazji jestem Dominik.
- Sądzę że jednak coś wiesz. - powiedziałam i odwzajemniłam jego uśmiech.
- Kim ty jesteś żeby osądzać mnie o kłamstwo?
- Strażniczką. Mów co wiesz.- na twarzy chłopaka widziałam na początku niedowierzanie które po chwili zmieniło się w strach.
- To ja jestem członkiem Rady. Czego chcecie?
Okazało się że Dominika nie trzeba było do niczego zmuszać. Zgodził się na wszystko bez najmniejszego problemu. Chciał odkupić swoje winy u Nadii za to pobicie. Podobno to był jego pomysł ale mówił że nie wiedział że to o nią chodzi i to nie miało się tak skończyć. Chodziło o zwykłe zastraszenie. Umówiliśmy się na następny dzień.

Następnego dnia Dominik zatrzymał samochód przed bramą ogromnej willi. Otworzył okno i wstukał kod po którym brama z cichym skrzypnięciem otwarła się i mogliśmy wjechać. Później musiał wstukać kolejny kod przy drzwiach żebyśmy mogli wejść. W środku zatrzymało nas dwóch facetów jak się okazało ochroniarzy.
- To oni mają porozmawiać z radą. - zwrócił się do jednego z nich.
- Mogę wpuścić tylko Wybrana i jej kochanka. - odpowiedział tamten. Nie dało się nie wyczuć odrazy w jego głosie.
- Ja zostaję. - powiedziała Nadia i cofnęła się.
- Okey. Roksana Łukasz pójdziecie z nimi oni zaprowadza was do odpowiedniej sali gdzie poczekacie na całą Radę. - powiedział Dominik po czym się rozeszliśmy. Dwójka ochroniarzy zaprowadziła nas do dużej sali w której było siedem krzeseł i jeszcze jedne drzwi znajdujące się na ścianie po lewej. Po chwili przez nie do środka weszła Rada i kilku ochroniarzy. Rada Demonów składała się z trzech kobiet i trzech mężczyzn. Najważniejszą osobą była najstarsza Demonica to ona miała ostateczny głos. Siedziała ona na środku na największym krześle wyglądającym jak tania podróbka tronu. Po prawej stronie z tego co się dowiedziałam siedziała jej córka a obok niej jej mąż i Dominik. Po lewej stronie siedziała wnuczka Demonicy i jeszcze jeden mężczyzna kolejne krzesło było puste. Wszyscy patrzyli na nas w milczeniu czekali na wyjaśnienia wiedziałam to.
- Widzę że jednak poszłaś po rozum do głowy i przyszłaś. - w końcu odezwała się Demonica.
- Miałam jakiś inne wyjście? To co zrobiliście nie dało mi wyboru.
- Musieliśmy cie jakoś popędzić nie mamy całej wieczności. - Demon siedzący obok Dominika obdarzył mnie uśmiechem.
- Doprowadzając jedna z naszych do takiego stanu? Nie sadzi pan że to okrutne?
- O takich sprawach decyduje Rada. Tak samo Rada zdecyduje co zrobimy z tobą i twoim kochankiem.
-  Myślicie że przyprowadziłabym go tu? To jest mój przyjaciel chłopak który uczył się na mojego ochroniarza. - wyjaśniłam wskazując na Łukasza stojącego za mną.
- W takim razie po co tu przyszłaś? -  spytała Demonica.
- Chce dowiedzieć się co mogę zrobić żeby przeżyć.
- Jedynie przekazanie swojego kochanka nam coś da. - znów odezwał się Demon siedzący obok Dominika.
- Janie co planujesz? - spytała Demonica. - przecież nie takie są zasady.
- Wiem Pani ale on może nam się przydać. Zmusiły go żeby zdradził nam gdzie chowają się Anioły. - uśmiech Demona był okrutny.
- Podoba mi się ten pomysł. - kobieta znów skupiła uwagę na mnie.- Co ty na to? Przekażesz nam swojego Anioła a my darujemy ci życie?
- Tylko że to nie jest możliwe. - powiedziałam a później streściłam im informacje które odkryliśmy przez ostatnie kilka tygodni. Na początku nie chcieli mi uwierzyć w to kim jestem bo przecież to nie możliwe. Nie mogli uwierzyć że się pomylili. W końcu po długich staraniach udało mi się ich przekonać.
- I myślisz że to coś zmieni? - spytał Demon który wcześniej ze mną rozmawiał.
Jako Strażniczka masz gwarantowane miejsce w Radzie. - usłyszałam głos Demona w głowie. Czułam że chce mi pomóc.
- A nie? 
- Nie to niczego nie zmienia.
- Z tego co  wiem mam miejsce w radzie. - powiedziałam patrząc na wolne krzesło. 
- Racja. Jesteśmy nawet zdolni wybaczyć ci to że spotykałaś się z Aniołem. Jeżeli tylko skończysz tę znajomość. - Demonica uśmiechnęła się do mnie już trochę bardziej przyjaźnie.
- Chcę być w Radzie jeżeli tylko tak mogę uratować przyjaciela. - powiedziałam pomijając fakt że nie mam zamiaru odejść od Damiana.
- W takim razie witamy w Radzie. - Demonica rozłożyła ręce na boki jakby chciała mnie przytulić. - Jan i Dominik wytłumaczą ci zasady tu panujące.
- Jako nowy członek Rady będziesz musiałabyś być nam posłuszna. - Jan podszedł do mnie i uderzył mnie otwarta ręką w twarz. - Będziesz też musiała robić co ci karzemy.
- Czemu miał służyć ten cios? - wysyczałam.
- Niczemu konkretnemu ale możemy to uznać za kare za pomaganie Aniołą. - mężczyzna odwrócił się i ruszył z powrotem w stronę swojego miejsca. W połowie drogi się zatrzymał i odwrócił tylko głowę. - Taką sama karę powinna dostać twoja  koleżanka ale się trochę zagalopowaliśmy.
Te słowa sprawiły że coś we mnie pękło. Wyciągnęłam sztylet i ruszyłam w stronę Demona. Kontem oka zauważyłam że ze swoich miejsc rusza dwóch ochroniarzy gotowych mnie złapać.
- Stać! - słowa Demonicy podziałały na wszystkich. Kobieta spojrzałam na Jana dając mu znak że może kontynuować. Ten znów podszedł do mnie. Teraz stałam ze sztyletem w ręce przed mężczyzna którego byłam gotowa zabić ale nie zrobiłam żadnego ruchu.
- Nie zabijesz mnie. - powiedział spokojnie. - Dobrze wiesz czym to się skończy.
Wiedziałam. Każdy wiedział. Za zabicie osoby z Rady groziła śmierć nawet jeżeli się do niej należało. Wiedziałam jak to się może skończyć. Ja zabije go a ochrona nie tylko mnie ale i Łukasza a to jego muszę uratować. Spojrzałam ma trzy kobiety obserwujące mnie. Miałam nadzieje że coś powiedzą ale wiedziałam że tak się nie stanie. Spojrzałam na mężczyzn ale nie zwracali uwagi na mnie tylko obserwowali Łukasza który przystępował nerwowo z nogi na nogę. Wyrzuciłam sztylet którzy uderzył o podłogę miedzy mną a mężczyzną. Jan uśmiechnął się i podniósł sztylet z powrotem wkładając go w moja dłoń.
- Zabij go. - wskazał Łukasza.
- Przecież jego ukochana nie żyje. Nie łamie przepisów.
- Powtórzę. Zabij go albo my zabijemy ich. - drzwi przez które wcześniej weszła rada znów się otworzyły z ciemności wyszła moja rodzina a za nimi ochroniarze. To było okropne patrzeć jak twoja rodzina ma sztylety przyłożone do szyi. Widziałam strach na ich twarzach.
- To co kogo zabijamy?
- Roksana. - Łukasz odezwał się cicho. - Zabij mnie.
- Ja... - chłopak padł na kolana. - Ja nie mogę.
- Tak musi być. Zrób to. - widziałam jak próbuję powstrzymać łzy co mu się nie udało. - Roksana dasz radę i tak wiesz jak to się dla mnie skończy. - uśmiechnął się delikatnie. Ja powoli podeszłam do niego stanęłam za nim. Schowałam twarz w jego włosach żeby nie widzieli moich łez. Ustawiłam rękę przy jego szyj i...

***

I na razie koniec trochę potrzymam was w niepewności.
Chciałam przeprosić że tak długo nie dodawała tego rozdziału ale to dlatego że byłam na wakacjach a później nowa szkoła. Rozdziału nie było wcześniej także dlatego że nie  zapisałam wcześniejszej wersji i musiałam większość pisać jeszcze raz.

Chciałabym wiedzieć w jak mam napisać kolejny rozdział. Wolicie jak cały będzie z perspektywy Roksany jak zawsze. Czy chcielibyście jego część przeczytać z perspektywy Damiana? Ten wybór pozostawia wam napiszcie w komentarzach jak wolicie.

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 36

- Łukasz przyniosłam ci śniadanie. - powiedziałam wymieniając talerz ze zeschniętą bułką na świeżą i postawiłam kubek kawy obok. Łukasz siedział na łóżku oparty o ścianę tak jak zostawiłam go wczoraj. Jedyną różnicą było to że teraz w rekach obracał pusty kubek. Zaczynało nas martwić to że nie jadł już prawie od tygodnia. Każdy z nas przeżywa śmierć Karoliny ale on najbardziej. Nie je nie rusza się z pokoju. Zmartwiona usiadłam na skraju łóżka i położyłam rękę na jego kolanie.
- Musisz zacząć jeść.
- Nie mogę. - miał schrypnięty głos przez to że nie odzywał się tak długo.
- Ale...
- Nie rozumiesz. - warknął. - Straciłem ją. Swoją drugą połówkę. Jak byś się czuła gdybyś teraz straciła Damiana?
- Okropnie to pewne. - zaczęłam powoli. - Ale nie głodowałabym się przez to.
- Bzdura zabiłabyś się. Nie wytrzymałabyś tego bólu. - zacisnął pięści i przyłożył je do oczu.
- Łukasz nie możesz się załamać. - powiedziałam. - wiem że zabrzmi to egoistyczne ale potrzebuje cię. Jesteś jedyną osobą ze starego życia która jest blisko i nie mogę cię stracić.
- Ja już nie mogę Roksana. - rozkleił się.
- Możesz jesteś silny. - ja też zaczęłam płakać. Po chwili wyszłam zostawiając go samego.

Po rozmowie z Łukaszem i dwóch godzinnych ćwiczeniach z Karolem schowałam się w kuchni i zaczęłam robić obiad.Gdy skończyłam robić obiad i sprzątać poszłam do biblioteki żeby się czymś zająć.
- Roksana co się dzieje? Nie możesz usiedzieć w miejscu. - Damian opierał się o szafkę obok mnie.
- Martwię się o Łukasza.
- Nie tylko ty. - zauważył.
- Wiem że wy też ale ja go znam dużej. - przytuliłam się do chłopaka. - kiedyś to on dbał o mnie teraz ja chce mu pomóc ale nie wiem jak.
- W końcu coś wymyślimy razem. - pocałował mnie w czubek głowy. - nie zostanie cię z tym samej.
- Wiem ale nie mogę wytrzymać z myślą że on się głodzi. - podniosłam głowę tak żeby widzieć jego twarz. - Jestem Strażniczką powinnam wiedzieć jak mu pomóc.
- Do wiedzy absolutnej masz jeszcze czas. A odpowiedzi na pytana przyjdą z czasem. Może jutro będziesz wiedziała jak przekonać Łukasza żeby wrócił do nas. - Damian uśmiechnął się delikatnie po czym mnie pocałował. Za długiego czasu dla siebie nie mieliśmy bo po chwili ktoś zadzwonił do drzwi.
- To pewnie Nadia. - powiedziałam przypominając sobie jak wczoraj mówiła że znalazła książki które mogą nam się przydać. Pewnie nie może ich wnieść. - pójdę jej otworzyć.

Gdy otwarłam drzwi zobaczyłam długi korytarz. Spodziewałam się że zaraz zobaczę Demona tak jak ostatnio ale się nie pojawił natomiast jego obraz wisiał jako pierwszy po prawej stronie. Na przeciwko wisiał portret jego kochanki. Poszłam w głąb korytarza oglądając kolejne portrety. Tylko że na nich były już starsze osoby. Było kilkanaście takich portretów po jednej stronie.
- Czy ktoś mi powie o co tu chodzi? - Spytałam w przestrzeń.
- Tu są pokazani wszyscy wybrani. - za mną pojawiła się Anielica. - Ściągnęłam cię tu bo chciałam ci coś pokazać.
- Co takiego?
- W tym korytarzu są portrety wszystkich wybranych jacy chodzili po świecie. - Anielica podeszła do miejsca gdzie wisiał obraz zasłonięty kotarą. - Jest coś jeszcze co muszę ci pokazać.
- Ale przecież to nie możliwe. - powiedziałam gdy tylko ujrzałam znajomą twarz na portrecie.
- A nie sądzisz że to jest bardziej prawdopodobne? Zastanów się nad tym.

Zostałam wypchnięta z wizji i wróciłam z powrotem do domu. Leżałam w salonie na kanapie a przy mnie kucał Łukasz. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- No co? - spytał w stając.
- Wyszyłeś z pokoju. - uśmiechnęłam się. - moje słowa do ciebie dotarły.
- Po prostu nie chce stracić nikogo więcej.
- Coś się stało?
- Z tego co wiem poszłaś otworzyć drzwi i wtedy straciłaś przytomność. - przeczesał włosy palcami.
- Tak myślałam że to Nadia nie może otworzyć drzwi bo miała przynieść książki.
- To była ona ale nie mogła otworzyć ho już nie miała siły. - Łukasz zacisnął pięści. - Z tego co się domyśliliśmy została zaatakowana przez Anioły. 
- Co z nią?
- Jest nieprzytomna. - Wstałam i ruszyłam w stronę pokoju dziewczyny Łukasz poszedł za mną. Nadia wyglądała okropnie całe ciało miała w siniakach. Jeszcze z kilku rozcięć lała się krew którą Damian próbował zatamować.
- Czy ona... Ona przeżyje? - spytałam cicho.
- Tak nie jest z nią tak źle jak to wygląda. - Karol podszedł do mnie i wręczył mi zmiętą kartkę. - Trzymała to w ręce.
Wzięłam karteczkę i zaczęłam czytać liścik. Gdy skończyłam spojrzałam na Łukasza.
- To nie Anioły jej to zrobiły to nasi.
- Nie możliwe. To wbrew zasadą. Rada na to nie pozwoli.
- To oni to zrobili. -  zgniotłam liścik w dłoni. - Według prawa sprzymierzyła się ze zdrajcami i powinna zostać ukarana. Nie zabili jej tylko dlatego że potrzebowali kogoś kto przekaże mi list.
- Czego chcą? - Damian podszedł do mnie i przytulił. Nie wiedziałam że płacze dopóki wszystko wokół mnie zaczęło się rozmazywać.
- Żeby Wybrana stawiła się u nich razem ze swoim kochankiem.
- Nie pojedziemy tam. Skoro chcieli żeby to Nadia dostarczyła list znaczy zemnie wiedzą gdzie się ukrywamy.
- Ale...
- Nie Roksana nie możemy ryzykować. - Damian był zdenerwowany. - A teraz idź odpocznij pewnie jesteś zmęczona po wizji. - chłopak pocałował mnie w czoło i wypchnął z pokoju. Wyszłam z domu i poszłam poszukać książek które Nadia miała przywieźć. Nie znalazłam ich wiec poszłam do biblioteki gdzie usiadłam na dużym fotelu i zaczęłam się zastanawiać nad wizją. Obraz który zobaczyłam nie przedstawiał mnie jak mogłam się spodziewać. Była tam Karolina. Czy to miało sens? Od początku było powtarzane ze to ja jestem Wybraną. Czy wszyscy mogli się tak pomylić? Musieli skoro Anielica mi to pokazała. Zaczęłam sobie przypominać szczegóły dotyczące wizji wszystko co wiedziałam. Wszystko w sumie się zgadza. W wizji na obrazach były Anielice i Demony nigdy inaczej. Daty urodzenia Łukasza i Karoliny są bliższe sobie niż moje i Damiana. To wszystko znaczy ze to nie ja jestem Wybraną. To nie mnie szukają tylko Łukasza. Gdy to wszystko sobie uświadomiłam zaczęłam układać plan działania którym podzieliłam się z chłopakami przy obiedzie.
- Nie możesz ryzykować. Jesteś Wybraną oni cię zabiją i nie będą o nic pytać. - Karolowi jak i reszcie nie podobał się mój plan.
- Nie powiedziałam wam jeszcze jednego.
- A mianowicie?
- To nie mnie wszyscy szukają tylko Łukasza. - powiedziałam patrząc chłopakowi w oczy. - Nie sądzicie jednak ze mój plan jest dobry? Nie zabiją mnie jak powiem im że jestem Strażnikiem.
- To wszystko zaczyna nabierać sensu. - Łukasz cicho się odezwał. - Dobrze zgadzam się na twój plan ale pozwól że najpierw wprowadzę kilka poprawek. - Po raz pierwszy od tygodnia zobaczyłam jak Łukasz się uśmiecha. Podobało mi się to co mamy zrobić.
 
***

W końcu jest!! Przepraszam że tak długo musieliście czekać ale jakoś opornie mi się pisało.
Piszcze czy wam się podoba czy nie.
Ruda czekam na twojego bloga :)