Chciałam wam wszystkim złożyć życzenia z okazji świąt.
Życzę wam miło spełnionych chwil w gronie rodzinnym, i szampańskiej zabawy w sylwestra. Żeby ten nowy rok był jeszcze lepszy niż poprzednie. Spełnienia wszystkich marzeń.
PS. Rozdział pojawi się za niedługo. :)
środa, 24 grudnia 2014
wtorek, 9 września 2014
Rozdział 25
- Nie myślałam że to takie trudne. - powiedziała Malwina po długim marszu po lesie.
- To ty nie wiesz gdzieś iść?! - Mateusz był już wkurzony. Nie podobało mu się całego to wyjście, a teraz gdy dowiedział się że żadna z nas nie wie gdzie iść był wkurzony na maksa. Oni zaczęli się kłócić a ja odeszłam kawałek i otworzyłam książkę w której było dokładnie opisane jak dojść do polany. Jedynym problemem było to że cały opis był po łacinie. Nic z tego nie rozumieliśmy więc wszystko wcześniej przeznaczyliśmy pisząc ołówkiem po książce. Według mnie dobrze szliśmy byłam się dopiero w miejscu w którym byliśmy, według książki tu powinny być dwie ścieżki a jest tylko jedna. Przeszłam się kawałek dalej ścieżka by sprawdzić czy rozwidlenia nie ma kawałek dalej. Nie było, więc wróciłam do przyjaciół. Dalej się kłócili, a ja chodziłam w tę i z powrotem. W pewnym monecie kopnęłam kamyk który potoczył się w krzaki i usłyszałam jak wpada do wody. Zaciekawiona weszłam w krzaki i znalazłam rzeczkę.
- Ej, ludzie chodźcie tu. - zawołałam, a po chwili stali obok mnie. - Jak pójdziemy wzdłuż tej rzeki znajdziemy polanę.
- Skład wiesz że pójdziemy w dobrą stronę?
-Mapa wskazuje że ścieżka prowadzi w ta stronę. Jak się pomylimy to wrócimy i pójdziemy w drugą stronę. Mamy jeszcze dużo czasu.
Ruszyliśmy wzdłuż rzeki i tak jak mówiłam doprowadziła nas ona do celu. Zatrzymaliśmy się na skraju polany bo usłyszeliśmy głosy na niej. Na polanie stał Damian i Karolina. Widok Damiana mnie nie zdziwił bo przecież mógł przyjść na spacer, ale Karolina? Co ona tutaj robi? Co z randką z Łukaszem? Spojrzałam na Matiego i Malwine też byli zaskoczeni jej widokiem. Chciałam się dowiedzieć o co tu chodzi, ale nie było mi to dane bo przed oczami zrobiło mi się ciemno.
Obudziłam się na środku polany tuż obok rzeki. Usiadłam i rozejrzałam się, byłam na tej samej polanie której szukaliśmy ale teraz było tu kilka domków po jednej i po drugiej stronie rzeki. W okuł kręcili się ludzie. Nie, nie ludzie tylko Anioły i Demony. Domyśliłam się że to jakaś wizja. Wstałam i zobaczyłam dziewczynę krzyczała i wymachiwała rękami. Podeszłam bliżej i zaczęłam się przysłuchiwać kutni. Chodziło o to że nie pozwalają się jej z kimś spotykać, chodziło o jakiegoś chłopaka. Jak zawsze - pomyślałam. W końcu uległa i weszła do jednego z domków. Po jakichś dziesięciu minutach wyszła przez okno. Nie wiem jak to zrobiła w sukience do kostek, ja miałabym z tym problem. Dziewczyna zaczęła iść w nieznanym mi kierunku, dopiero po chwili zauważyłam jak w jej kierunku idzie chłopak. Podeszli do siebie z wielkimi uśmiechami. Widziałam w ich oczach że naprawdę się kochali. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Nagle z ich twarzy zniknął uśmiech, a jego miejsce zajęło przerażenie. W jednej chwili ktoś pociągnął dziewczynę do tyłu i przebił jej pierś sztyletem ze smoczą głową na rękojeści. W miejscu oczu smok miał dwa czarne kamienie. Patrzyłam jak ciało dziewczyny opada bezwładnie na ziemie, a ziemia barwi się na czerwono. Chłopak padł obok swojej ukochanej, ale zaraz go odciągnęli i poprowadzili na drugą stronę rzeki.
Następnego dnia z samego rana z kilku domków wyszło kilka kobiet. wszystkie zauważyły postać leżącą na ziemi od razu podbiegły do niej. Niestety nie dało się już nic zrobić dziewczyna nie żyła. Kobiety wzięły sztylet i poszły zabić chłopaka. Ofiara za ofiarę.
"Strzeż się Dziecko Przeznaczenia. Ciebie też może czekać taki koniec. Uważaj na smoka, to twoja zguba" - usłyszałam i wróciłam do rzeczywistości.
- Roksana! Nic ci nie jest. - obok mnie znalazł się Damian. Delikatnie pogłaskał mnie po policzku i pomógł usiąść.
- Ile byłam nieprzytomna? - spytałam od razu.
- Chwile. Dobrze się czujesz?
- Tak, jest dobrze. - wstałam żeby to udowodnić. Malwina od razu stwierdziła że powinniśmy wrócić. Więc pożegnałam się z Damianem i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ta zajęła nam dużo mniej czasu. Po nie całej godzinie byliśmy już w domu. Weszliśmy do środka tylnymi drzwiami które prowadzą do kuchni. Przy wielkim stole siedział przygarbiony Łukasz. Spojrzałam na zegarek na ścianie powinien wrócić za co najmniej godzinę. Podniósł głowę gdy usłyszał że weszliśmy.
- Gdzie byliście? - spytał wstając.
- Co tak wcześnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Twój tata zadzwonił i pytał czy jesteście bezpieczni bo podobno znaleźli jednego Anioła. Od razu przyjechałem żeby to sprawdzić. Nie było was, przestraszyłem się. Nie wybaczył bym sobie jak by wam się coś stało. Ja odpowiedziałem teraz twoja kolej.
- Byliśmy... - nie dokończyłam bo do kuchni wpadł tata. Opowiedział nam całą historie. Powiedział że już miał dość ukrywania się więc gdy nadarzyła się okazja zabił Anioła. Z jednej strony cieszyłam się a z drugiej bałam. Bałam się o mamę, bałam się że jej coś zrobią. Z taką myślą poszłam spać.
***********
Długo mnie nie było i strasznie za to przepraszam. Nie mam żadnego wystarczającego wytłumaczenia. Mam tylko nadzieje że jeszcze ktoś tu jest i mam dla kogo pisać. Może ktoś jeszcze jest i wytrzyma do końca. Do którego już nie daleko.
- To ty nie wiesz gdzieś iść?! - Mateusz był już wkurzony. Nie podobało mu się całego to wyjście, a teraz gdy dowiedział się że żadna z nas nie wie gdzie iść był wkurzony na maksa. Oni zaczęli się kłócić a ja odeszłam kawałek i otworzyłam książkę w której było dokładnie opisane jak dojść do polany. Jedynym problemem było to że cały opis był po łacinie. Nic z tego nie rozumieliśmy więc wszystko wcześniej przeznaczyliśmy pisząc ołówkiem po książce. Według mnie dobrze szliśmy byłam się dopiero w miejscu w którym byliśmy, według książki tu powinny być dwie ścieżki a jest tylko jedna. Przeszłam się kawałek dalej ścieżka by sprawdzić czy rozwidlenia nie ma kawałek dalej. Nie było, więc wróciłam do przyjaciół. Dalej się kłócili, a ja chodziłam w tę i z powrotem. W pewnym monecie kopnęłam kamyk który potoczył się w krzaki i usłyszałam jak wpada do wody. Zaciekawiona weszłam w krzaki i znalazłam rzeczkę.
- Ej, ludzie chodźcie tu. - zawołałam, a po chwili stali obok mnie. - Jak pójdziemy wzdłuż tej rzeki znajdziemy polanę.
- Skład wiesz że pójdziemy w dobrą stronę?
-Mapa wskazuje że ścieżka prowadzi w ta stronę. Jak się pomylimy to wrócimy i pójdziemy w drugą stronę. Mamy jeszcze dużo czasu.
Ruszyliśmy wzdłuż rzeki i tak jak mówiłam doprowadziła nas ona do celu. Zatrzymaliśmy się na skraju polany bo usłyszeliśmy głosy na niej. Na polanie stał Damian i Karolina. Widok Damiana mnie nie zdziwił bo przecież mógł przyjść na spacer, ale Karolina? Co ona tutaj robi? Co z randką z Łukaszem? Spojrzałam na Matiego i Malwine też byli zaskoczeni jej widokiem. Chciałam się dowiedzieć o co tu chodzi, ale nie było mi to dane bo przed oczami zrobiło mi się ciemno.
Obudziłam się na środku polany tuż obok rzeki. Usiadłam i rozejrzałam się, byłam na tej samej polanie której szukaliśmy ale teraz było tu kilka domków po jednej i po drugiej stronie rzeki. W okuł kręcili się ludzie. Nie, nie ludzie tylko Anioły i Demony. Domyśliłam się że to jakaś wizja. Wstałam i zobaczyłam dziewczynę krzyczała i wymachiwała rękami. Podeszłam bliżej i zaczęłam się przysłuchiwać kutni. Chodziło o to że nie pozwalają się jej z kimś spotykać, chodziło o jakiegoś chłopaka. Jak zawsze - pomyślałam. W końcu uległa i weszła do jednego z domków. Po jakichś dziesięciu minutach wyszła przez okno. Nie wiem jak to zrobiła w sukience do kostek, ja miałabym z tym problem. Dziewczyna zaczęła iść w nieznanym mi kierunku, dopiero po chwili zauważyłam jak w jej kierunku idzie chłopak. Podeszli do siebie z wielkimi uśmiechami. Widziałam w ich oczach że naprawdę się kochali. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Nagle z ich twarzy zniknął uśmiech, a jego miejsce zajęło przerażenie. W jednej chwili ktoś pociągnął dziewczynę do tyłu i przebił jej pierś sztyletem ze smoczą głową na rękojeści. W miejscu oczu smok miał dwa czarne kamienie. Patrzyłam jak ciało dziewczyny opada bezwładnie na ziemie, a ziemia barwi się na czerwono. Chłopak padł obok swojej ukochanej, ale zaraz go odciągnęli i poprowadzili na drugą stronę rzeki.
Następnego dnia z samego rana z kilku domków wyszło kilka kobiet. wszystkie zauważyły postać leżącą na ziemi od razu podbiegły do niej. Niestety nie dało się już nic zrobić dziewczyna nie żyła. Kobiety wzięły sztylet i poszły zabić chłopaka. Ofiara za ofiarę.
"Strzeż się Dziecko Przeznaczenia. Ciebie też może czekać taki koniec. Uważaj na smoka, to twoja zguba" - usłyszałam i wróciłam do rzeczywistości.
- Roksana! Nic ci nie jest. - obok mnie znalazł się Damian. Delikatnie pogłaskał mnie po policzku i pomógł usiąść.
- Ile byłam nieprzytomna? - spytałam od razu.
- Chwile. Dobrze się czujesz?
- Tak, jest dobrze. - wstałam żeby to udowodnić. Malwina od razu stwierdziła że powinniśmy wrócić. Więc pożegnałam się z Damianem i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ta zajęła nam dużo mniej czasu. Po nie całej godzinie byliśmy już w domu. Weszliśmy do środka tylnymi drzwiami które prowadzą do kuchni. Przy wielkim stole siedział przygarbiony Łukasz. Spojrzałam na zegarek na ścianie powinien wrócić za co najmniej godzinę. Podniósł głowę gdy usłyszał że weszliśmy.
- Gdzie byliście? - spytał wstając.
- Co tak wcześnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Twój tata zadzwonił i pytał czy jesteście bezpieczni bo podobno znaleźli jednego Anioła. Od razu przyjechałem żeby to sprawdzić. Nie było was, przestraszyłem się. Nie wybaczył bym sobie jak by wam się coś stało. Ja odpowiedziałem teraz twoja kolej.
- Byliśmy... - nie dokończyłam bo do kuchni wpadł tata. Opowiedział nam całą historie. Powiedział że już miał dość ukrywania się więc gdy nadarzyła się okazja zabił Anioła. Z jednej strony cieszyłam się a z drugiej bałam. Bałam się o mamę, bałam się że jej coś zrobią. Z taką myślą poszłam spać.
***********
Długo mnie nie było i strasznie za to przepraszam. Nie mam żadnego wystarczającego wytłumaczenia. Mam tylko nadzieje że jeszcze ktoś tu jest i mam dla kogo pisać. Może ktoś jeszcze jest i wytrzyma do końca. Do którego już nie daleko.
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział 24
Już za tydzień festyn. Teraz na siedzę na nudnym zebraniu w jego sprawie. Muszę na nim być bo "przebieram się" za Demona. Z całego mojego stroju denerwują mnie skrzydła, wyglądają strasznie. Próbowałam namówić nauczyciela żeby ich nie zakładać. Niestety nie udało mi się. Wiem że będę wyglądać strasznie, ale cieszę się że będzie jakaś odmiana w mojej codziennej rutynie. Od miesiąca mojej dzień wygląda tak: dom, szkoła, dom i nic innego. Zaczyna mnie to już nudzić. Ale nie tylko mnie Malwinę i Mateusza też. Dlatego wymyśliliśmy że po szkole (czyli jako skończy się to zebranie) jak tylko Łukasz wyjdzie na randkę wymkniemy się do lasu i poszukamy tej polany która mi się śni. Będąc już przy temacie Łukasza. On sobie wychodzi na randkę a my mamy grzecznie siedzieć w domu i czekać na jego powrót. Później wmawiać ojcu że cały czas był z nami. Cieszę się że mamy dziewczynę ale nie podoba mi się że on może wychodzić na randki a ja nie. Na samym początku też miałam gdzieś iść z Damianem ale wyszło na to że idziemy do lasu.
Z moich rozmyślań wyrwało mnie szturchniecie w ramię. Podniosłam głowę znad zeszytu w którym rysowałam do niczego podobne szlaczki i spojrzałam na swoją przyjaciółkę siedząca obok. Ją też nudziło to zebranie ale dziwnie się uśmiechała. Dziewczyna kiwnęła mi głową w stronę okien. Popatrzyłam we wskazanym mi kierunku i uśmiechnęłam się na widok chłopaków wygłupiających się na boisku. Chyba myśleli że nikt ich nie widzi. Kopnęłam w krzesło przede mną żeby zwrócić uwagę Karoliny, powinna zobaczyć swojego chłopaka w takiej wersji.Ona chyba jako jedyna słuchała, albo przynajmniej dobrze udawała. Spojrzała na nas gniewnym wzrokiem ale gdy spojrzała na chłopaków prawie wybuchła śmiechem. Ja stwierdziłam że trzeba to uwiecznić więc wyjęłam telefon i włączyłam nagrywanie. Ten filmik powinien trafić do internetu stali by się sławni. Przed sobą miałyśmy chłopaków skaczących po boisku w tiulowych spódniczkach. Nie miałam zielonego pojęcia dlaczego to robili ale był ubaw. Powinni się zapisać na balet świetnie im to wychodzi. Najśmieszniejsze jednak było wtedy gdy Łukasz próbował zrobić coś co chyba miało przypominać szpagat i podłożył nogę Matiemu który poleciał na mojego chłopaka i razem polecieli na ziemie.
- Dziewczyny czy wy słuchacie? - usłyszałam głos dyrektora więc szybko schowałam telefon i spojrzałam na niego.
- Tak. - dopowiedziała Karolina.
- W takim razie co sądzisz o takim pomyśle?
- Nie podoba mi się on. Powinnyśmy chodzić po festynie i rozmawiać z ludźmi zachęcać do brania udziału w grach i konkursach, a nie siedzieć przy stoisku i ładnie wyglądać. - odpowiedziała. Chyba dobrze bo dyrektor się nad tym zastanowił.
- Może masz rację. - i znów zaczął coś omawiać, a ja odwróciłam się żeby jeszcze popatrzeć na wygłupy chłopaków ale już ich nie było więc znów zaczęłam rysować w zeszycie.
Stałyśmy wpatrzone w mały ekranik mojego telefonu i śmiałyśmy się z filmiku który nagrałam. Po zebraniu wyszłyśmy ze szkoły i czekałyśmy na bohaterów filmiku. Czekamy na nich już dziesięć minut w kółko oglądając jeden i ten sam filmik.
- Co tam macie ciekawego? - podniosłyśmy wzrok na chłopaków stojących teraz przed nami bez spódniczek. Schowałam telefon do kieszeni żeby nie wiedzieli że mamy to nagrane.
- No właśnie pisałam do was SMSa boi jakoś długo was nie było - skłamałam i uśmiechnęłam się.
- Musieliśmy coś zrobić. - odpowiedział Mati. Ja już go nie słuchałam tylko podeszłam do Damiana żeby przyjrzeć się jego twarzy. Miał podbite oko na szczęście tak delikatnie.
- Co ci się stało? - spytałam dotykając siniaka.
- Wywróciłem się to nich takiego. - powiedział i splotły swojego palcem z moimi patrząc na mnie czule.
- Nie wiedziałam że taniec może być tak niebezpieczny. - powiedziała Karolina
- Tak dla otoczenia też. - Malwina zaśmiała się a my razem za nią. Chłopaki nich nie rozumieli więc tylko patrzyli na nas jako na głupie.
Gdy tylko się uspokoiłam Damiana odciągnął mnie od reszty i pocałował namiętnie. Przysunęłam się bliżej i wplotłam palce w jego włosy. Uwielbiałam się nimi bawić. W końcu się od siebie odsunęliśmy żeby złapać oddech.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział to z wielkim uśmiechem.
- Powiedziałbym że ty też ale w żółtej spódniczce, ci nie do twarzy. - momentalnie jego uśmiech znikł jako zaczarowany i pojawił się u mnie.
- Widziałaś?
- Widziałyśmy. I raczej na przyszłość doradzałabym ci wybrać inny kolor spódniczki. - powiedziałam i pociągnęłam go z powrotem do reszty.
- To co idziemy gdzieś dzisiaj? - Łukasz spytał Karoliny.
- Jasne pod jednym warunkiem.
- Dla ciebie wszystko.
- Załóż tą spódniczkę co wcześniej. - Łukasz był w szoku chyba nie spodziewał się że ktoś go może zobaczyć. Karolina się zaśmiała i pocałowała go. - No dobra nie musisz jej zakładać. Damiana podwieziesz mnie?
- Jasne. Pa słońce. - powiedział do mnie całując w skroń. Łukasz dalej stali w tym samym miejscu więc podeszłam do niego i potrząsnęłam nim.
- Wróć do nas i zawieźć do domu. - powiedziałam.
- To się rusz. - odpowiedział i ruszył w stronę swojego samochodu.
- Malwina przestań się z niego nabijać bo mi się brat zamknie w sobie i chodźcie. - powiedziałam i ruszyłam za Łukaszem.
******
Na początku chce przeprosić za to że nie dodawałam.
Później przepraszam za ten rozdział on miał wyglądać zupełnie inaczej. Ale jak zaczęłam pisać to samo tak wyszło.
Jako zawsze proszę o komentarze.
Zapraszam też na mojego drugiego bloga.
Z moich rozmyślań wyrwało mnie szturchniecie w ramię. Podniosłam głowę znad zeszytu w którym rysowałam do niczego podobne szlaczki i spojrzałam na swoją przyjaciółkę siedząca obok. Ją też nudziło to zebranie ale dziwnie się uśmiechała. Dziewczyna kiwnęła mi głową w stronę okien. Popatrzyłam we wskazanym mi kierunku i uśmiechnęłam się na widok chłopaków wygłupiających się na boisku. Chyba myśleli że nikt ich nie widzi. Kopnęłam w krzesło przede mną żeby zwrócić uwagę Karoliny, powinna zobaczyć swojego chłopaka w takiej wersji.Ona chyba jako jedyna słuchała, albo przynajmniej dobrze udawała. Spojrzała na nas gniewnym wzrokiem ale gdy spojrzała na chłopaków prawie wybuchła śmiechem. Ja stwierdziłam że trzeba to uwiecznić więc wyjęłam telefon i włączyłam nagrywanie. Ten filmik powinien trafić do internetu stali by się sławni. Przed sobą miałyśmy chłopaków skaczących po boisku w tiulowych spódniczkach. Nie miałam zielonego pojęcia dlaczego to robili ale był ubaw. Powinni się zapisać na balet świetnie im to wychodzi. Najśmieszniejsze jednak było wtedy gdy Łukasz próbował zrobić coś co chyba miało przypominać szpagat i podłożył nogę Matiemu który poleciał na mojego chłopaka i razem polecieli na ziemie.
- Dziewczyny czy wy słuchacie? - usłyszałam głos dyrektora więc szybko schowałam telefon i spojrzałam na niego.
- Tak. - dopowiedziała Karolina.
- W takim razie co sądzisz o takim pomyśle?
- Nie podoba mi się on. Powinnyśmy chodzić po festynie i rozmawiać z ludźmi zachęcać do brania udziału w grach i konkursach, a nie siedzieć przy stoisku i ładnie wyglądać. - odpowiedziała. Chyba dobrze bo dyrektor się nad tym zastanowił.
- Może masz rację. - i znów zaczął coś omawiać, a ja odwróciłam się żeby jeszcze popatrzeć na wygłupy chłopaków ale już ich nie było więc znów zaczęłam rysować w zeszycie.
Stałyśmy wpatrzone w mały ekranik mojego telefonu i śmiałyśmy się z filmiku który nagrałam. Po zebraniu wyszłyśmy ze szkoły i czekałyśmy na bohaterów filmiku. Czekamy na nich już dziesięć minut w kółko oglądając jeden i ten sam filmik.
- Co tam macie ciekawego? - podniosłyśmy wzrok na chłopaków stojących teraz przed nami bez spódniczek. Schowałam telefon do kieszeni żeby nie wiedzieli że mamy to nagrane.
- No właśnie pisałam do was SMSa boi jakoś długo was nie było - skłamałam i uśmiechnęłam się.
- Musieliśmy coś zrobić. - odpowiedział Mati. Ja już go nie słuchałam tylko podeszłam do Damiana żeby przyjrzeć się jego twarzy. Miał podbite oko na szczęście tak delikatnie.
- Co ci się stało? - spytałam dotykając siniaka.
- Wywróciłem się to nich takiego. - powiedział i splotły swojego palcem z moimi patrząc na mnie czule.
- Nie wiedziałam że taniec może być tak niebezpieczny. - powiedziała Karolina
- Tak dla otoczenia też. - Malwina zaśmiała się a my razem za nią. Chłopaki nich nie rozumieli więc tylko patrzyli na nas jako na głupie.
Gdy tylko się uspokoiłam Damiana odciągnął mnie od reszty i pocałował namiętnie. Przysunęłam się bliżej i wplotłam palce w jego włosy. Uwielbiałam się nimi bawić. W końcu się od siebie odsunęliśmy żeby złapać oddech.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział to z wielkim uśmiechem.
- Powiedziałbym że ty też ale w żółtej spódniczce, ci nie do twarzy. - momentalnie jego uśmiech znikł jako zaczarowany i pojawił się u mnie.
- Widziałaś?
- Widziałyśmy. I raczej na przyszłość doradzałabym ci wybrać inny kolor spódniczki. - powiedziałam i pociągnęłam go z powrotem do reszty.
- To co idziemy gdzieś dzisiaj? - Łukasz spytał Karoliny.
- Jasne pod jednym warunkiem.
- Dla ciebie wszystko.
- Załóż tą spódniczkę co wcześniej. - Łukasz był w szoku chyba nie spodziewał się że ktoś go może zobaczyć. Karolina się zaśmiała i pocałowała go. - No dobra nie musisz jej zakładać. Damiana podwieziesz mnie?
- Jasne. Pa słońce. - powiedział do mnie całując w skroń. Łukasz dalej stali w tym samym miejscu więc podeszłam do niego i potrząsnęłam nim.
- Wróć do nas i zawieźć do domu. - powiedziałam.
- To się rusz. - odpowiedział i ruszył w stronę swojego samochodu.
- Malwina przestań się z niego nabijać bo mi się brat zamknie w sobie i chodźcie. - powiedziałam i ruszyłam za Łukaszem.
******
Na początku chce przeprosić za to że nie dodawałam.
Później przepraszam za ten rozdział on miał wyglądać zupełnie inaczej. Ale jak zaczęłam pisać to samo tak wyszło.
Jako zawsze proszę o komentarze.
Zapraszam też na mojego drugiego bloga.