piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 40

Na miejscu cała Radą byliśmy jeszcze przed południem, mieliśmy zakaz pokazywania się nikomu. Staliśmy za linią drzew tak żeby nikt nie mógł nas zobaczyć. Czekaliśmy. Z każda chwilą denerwowałam się coraz bardziej. W mojej głowie tworzyły się rożne czarne scenariusze, jeden gorszy od drugiego. Wszystko się pogorszyło jak zauważyłam we wnętrzu domu poruszającą się firankę i cień. To znaczy że Nadia nie zdążyła uciec. Zaraz po tym odkryciu przyjechały dwa samochody z jednego wysiadło czterech mężczyzn, a z drugiego kobieta i tyle samo mężczyzn, wśród nich na nasze nieszczęście byli Damian i Karol. Zdziwiło mnie że mój chłopka miał związane ręce a Karol nie.
- Co tu się dzieje? - podszedł do mnie Jan.
- Nie wiem. - odpowiedziałam i przyjrzałam się im jeszcze raz. - Nie znam większości tych ludzi.
- Tych dwóch wysokich, ciemnowłosych mężczyzn i ta dziewczyna to jest rada Aniołów. - Poinformował nas wszystkich Łukasz. - za godnie się noszą żeby było inaczej. Reszta to muszą być ich ochroniarze.
- A ten skuty? - Zapytała stara Demonica, która także do nas podeszła.
- Jego i tego co go pilnujcie zostawcie mnie. - powiedziałam patrząc jej w oczy. Ta skinęła głową dając mi znak że zrozumiała kim on jest.
- Dobrze w takim razie atakujemy. - zarządziła. Wszyscy ruszyli w stronę Aniołów. Od razu podbiegłam do Damiana i Karola.
- O co tu chodzi po co was przywieźli? - spytałam.
- Ja zdradziłem on nie chciał. - powiedział Karol i udał że zadaje mi cios - przywieźli go tu żeby zobaczył jak cię zabijają.
- Damian czyś ty oszalał? - syknęłam w jego stronę.
- Musiałem tu przyjechać i dopilnować żeby nic ci się nie stało.
- I niby jak chcesz to zrobić skuty?! - pchnęłam go tak że ten musiał cofnąć się o krok żeby złapać równowagę. Udowodniłam mu tym że nie da rady mnie obronić. Zwróciłam się do Karola - proszę cię uwolnij go jakoś, żebym nie musiała się martwić.
- To właśnie zamierzałem zrobić, ale nie mam klucza. - powiedział. - Uważaj!
W jednej chwili się obróciłam i powstrzymałam cios który miał mnie powalić. Złapałam jednego ze strażników za rękę i wykręciłam go tak, że upadł na kolana. Sprawdzian jego kieszenie, w jednej z nich znalazłam jakieś klucze które rzuciłam Karolowi. Ten pokazała mi ruchem żebym zabiła tego ochroniarza. Zamiast tego wykonałam cios przez który moja ofiarą straciła przytomność.
- Musisz nauczyć się, że niektórych warto zabić. - powiedział Damian, spojrzałam na niego przez ramię i pokreciłam głową.
- Jak by on był demonem nie zdziwił by mnie twoje słowa. Dążę do pokoju więc staram się nie zabijać.
- Niektórych trzeba zabić. - widziałam w jego oczach nienawiść.
- Tak wiem i zrobimy to. - uśmiechnęłam się chytrze - a później powiemy ze to był wypadek przy pracy.
Nagle na polu bitwy rozległ się krzyk mrożący krew w żyłach. Szybko się zorientowałam, że wydobywa się on z ust Kamili. Jej samej się nic nie stało ale jej matka została zabita. I teraz ona klęczała nad jej ciałem i rozpaczała. Łatwo było rozpoznać kto to zrobił. Anielica stała nad swoją ofiarą za plecami Kamili z uśmiechem napawając się jej bólem. Wiedziałam, że Kamila zaraz podzieli los matki więc ruszyłam biegiem w ich stronę żeby temu zapobiec. Szybkim ruchem zadałam Anielicy cios prosto w klatkę piersiową. Ta zanim opadła zdążyła przejechać swoim sztyletem po moim policzku. Od razu poczułam krew spływająca po nim. Starałam ją i ruszyłam do dalszej walki bo w moją stronę zbliżał się Artur.
- Roksana jak miło cię widzieć - mężczyzna uśmiechnął się obrzydliwe. - podobno jesteś Strażnikiem. To zaszczyt dla mnie, że będę mógł cię zabić.
- Prędzej ja ciebie zabiję. - na dowód moich słów rozcięłam mu skórę na brzuchu.
- To samo mówiła twoja przywódczyni zanim wyzionęła ducha. - słysząc te słowa rozejrzałam się żeby zobaczyć czy to prawda. Okazało się, że tak ciało Demonicy leżało kilkanaście metrów ode mnie. Artur wykorzystał tą chwilę mojej nieuwagi i wbił mi sztylet w prawa ręka przez co moja broń wypadła mi z rąk i stałam się całkowicie bezbronna. Spróbowałam jeszcze jakoś go unieszkodliwić ale moje ciosy lewą ręką były nieporadne zwłaszcza, że ból z prawego ramienia promieniował. Zrobiłam kilka kroków w tył żeby zwiększyć między nami dystans i mieć więcej czasu na wymyślenie lepszego planu niż unikanie ostrza.
- Jakieś ostatnie słowo? - powiedział Artur gdy już nie miałam jak uciec, z braku sił i drzewa za plecami.
- To powinna być moją kwestia - nagle za Arturem pojawił się Łukasz i jednym szybkim ruchem skręcił mu kark. - Roksana wszytko w porządku?
- Nie, słabo mi. - powiedziałam opierając się o przyjaciela.
- Spokojnie oddychaj już po wszystkim.
- Jak to? - byłam tak skupiona na walce, że nie zauważyłam że już nikt nie walczy. Jednak wszyscy którzy przeżyli spoglądali na siebie niepewnie dalej trzymając broń w gotowości.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 39

Po kolacji wróciliśmy z Łukaszem do naszego nowego pokoju. Tam zaraz poszliśmy spać żebym mogła skontaktować się ze wszystkimi i stworzyć jeden wspólny sen. Było to dla mnie wyzwanie bo jeszcze nigdy nie próbowałam czegoś takiego jednak byłam przekonana że jestem w stanie to zrobić. Nie było to łatwe jednak mi się udało.

Ściągnęłam nas wszystkich do domu Nadii. Dziewczyna była zdezorientowana bo jako jedyna nie wiedziała że mam takie moce. Dlatego na wstępie wytłumaczyłam jej o co chodzi. Gdy tylko to zrozumiała rzuciła się na Karola i Damiana.
- Gdzie wy jesteście do jasnej cholery? - Karol złapał ją za ręce i delikatnie pchnął na fotel. W tym czasie Damian podszedł do mnie i przytulił.
- Uspokój się! - warknął starszy z braci na nią po czym przeniósł wzrok na mnie. - Powiedz że wam poszło lepiej niż nam.
- Co się stało? - spytałam pacząc Damianowi w oczy.
- Zamknęli nas. - Karol odpowiedział - jutro nas przesłuchają, mamy wybór albo was zdradzić albo umrzeć.
- Wybór jest prosty. - Damian spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach. 
- Tak chyba masz racje. - powiedziałam siadając obok Łukasza na kanapie. - zdradzicie...
- Co!? - wspólny głos wszystkich rozniósł się po pokoju. Jedyną osobą która patrzyła na mnie ze zrozumieniem i nie dołączyła się do chóru był Karol.
- Dobrze kombinujesz. - pochwalił mnie chłopak z chytrym uśmiechem.
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć o czym oni mówią? - wzrok Nadii przenosił się ze mnie na Karola i na z powrotem.
- Karol powie wszystko co będą chcieli i ściągnie ich tu na nasz teren. W tym czasie ja pokarze że jestem po stronie naszej Rady i przyprowadzę ich tu. Wtedy rozpocznie się wojna między najpotężniejszymi naszych ras. 
- Po czym oni wszyscy się wy zabijają. - kontynuował Karol. - A gdy to się stanie ja stanę się najważniejszym Aniołem a Roksana jako jedyna przeżyła członkini waszej Rady stanie na czele Demonów...
- Ale czy na pewno? - przerwałam Karolowi. - jesteś pewien że ty staniesz na czele Aniołów? Może to być ktoś inny.
- Tak to nasza rodzina jest jedna z rządzących z tym nie będzie problemu. wracając jak już będziemy rządzić zakażemy walk między sobą.
- Dokładnie. - powiedziałam po czym usiadłam wygodniej na kanapie.
- Wasz plan ma jeden defekt. - powiedział Łukasz. - Mianowicie ryzyko. Ktoś z nas może zostać zabity.
- Nie koniecznie. Ja przyjadę bo będę musiała i sobie poradzę chłopaków pewnie zostawia w areszcie żeby nie ryzykować że im uciekną. Ty Łukasz nie pojedziesz będziemy udawać że coś ci się stało. A Nadia wyjedzie zaraz po przebudzeniu do moich rodziców.
- Dalej jest ryzyko. A do tego nie puszczę cię samej. - Łukasz zmarszczył brwi. - Musimy coś wymyślić.
- Kilka kilometrów na południe jest jeszcze jeden dom opuszczony już od wieku ale dalej się dobrze trzyma możemy tam przeczekać.
- Dobrze w takim razie gdy tylko ktoś zostanie tu przywieziony ucieka do tego domku. - zarządziłam wstając. - No dobra plan jest na tyle dopracowany że wystarczy w razie czego improwizujcie ale tak by żadnemu z was nie stała się krzywda.

Po szybkim pożegnaniu się zakończyłam sen, żeby móc odpocząć na jutrzejszy dzień.

-Roksana wstawaj. - ktoś kilka razy szturchnął mnie w ramie. Odwróciłam się na plecy i spojrzałam na osobę stającą obok mojego łóżka była to Kamila. - Moja babka chce cię widzieć.
- Dobrze. - wstałam i spojrzałam na drugą stronę łóżka gdzie spokojnie spał sobie Łukasz. Postanowiłam go nie budzić nie ma potrzeby żeby ze mną szedł skoro pewnie i tak nie mógł by wejść ze mną. Poszłam się ubrać i po kilku minutach wychodziłam za Kamila ze swojego pokoju i ruszyłyśmy w stronę jak mi dziewczyna powiedziała biura starej Demonicy. Przeszłyśmy kilka korytarzy i stanęłyśmy przed drzwiami biura. Kamila zapukała i gdy usłyszałyśmy pozwolenie weszłam sama do środka. To biuro było identyczne do biura mojego taty tyle ze ty było więcej starych książek.
- Dzień dobry Roksano. - odpowiedziałam kiwnięciem głowy dalej rozglądając się po pomieszczeniu. - proszę usiądź.
- Dziękuje. - zajęłam miejsce na przeciwko starej kobiety.
- Czy domyślasz się dlaczego chciałam z tobą porozmawiać?
- Pewnie chodzi o sprawy dotyczące Aniołów z którymi kiedyś współpracowałam. - odpowiedzialna ze skruszoną miną.
- Tak zgadza się. - Demonica rozsiadła się wygodnie na swoim krześle. - Chcesz mi coś na ten temat powiedzieć.
- Tak. - wzięłam głęboki oddech. - jakieś dwa dni temu do domu w którym się ukrywaliśmy przyjechały dwa Anioły i powiedziały że dziś przyjadą tam znów z cała Radą żeby nas osadzić.
- Hm ciekawe...
- Też tak sądzę i myślę że moglibyśmy tez tam pojechać i zabić całą ich Rade. Będziemy mieli nad nimi przewagę.
- Dlaczego aż tak bardzo ci na tym zależy? Przecież jeden z nich to twoja miłość. - Demonica ostatnie słowo wypowiedziała z obrzydzeniem, widziałam ze zaczyna coś podejrzewać.
- Tez tak sądziłam. Ale wczoraj dostałam wiadomość od jednej z nas w której pisała że on mnie zdradza. - próbowałam wypaść wiarygodnie i chyba mi się udało bo Demonica wybuchła śmiechem.
- Tak to już jest z Aniołami. Trzeba być głupim żeby się tego nie spodziewać. - powiedziała - Pragniesz zemsty na tym Anielskim chłopcu?
- Tak.
- W takim razie pojedziemy tam walczyć z Aniołami. Mogę ci obiecać ze tego chłopca zostawiły tobie.
- Dziękuje. - skinęłam głową i wstałam tak samo jak Demonica.
- No dobrze moja droga teraz chodźmy na śniadanie bo już pewnie wszyscy na nas czekają. Przekażemy im dobra nowinę. - poszłam za kobieta w stronę jadalni. Tam przekazałyśmy wiadomości wszystkim. I od razu po śniadaniu zaczęły się przygotowywania. W ich trakcie odciągnęłam na bok Dominika i Kamile i powiedziałam im jakie są plany. Dominiki odrazy stanął po naszej stronie natomiast Kamila powiedziała że nie zgadza się na coś takiego i że będzie walczyła broniąc rodziny.

***

Długo wyczekany rozdział napisany może jeszcze ktoś tu zagląda i go przeczyta. 

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 38


- Ja... - chłopak padł na kolana. - Ja nie mogę.
- Tak musi być. Zrób to. - widziałam jak próbuję powstrzymać łzy co mu się nie udało. - Roksana dasz radę i tak wiesz jak to się dla mnie skończy. - uśmiechnął się delikatnie. Ja powoli podeszłam do niego stanęłam za nim. Schowałam twarz w jego włosach żeby nie widzieli moich łez. Ustawiłam rękę przy jego szyj i...
- Stój. - po sali rozniósł się donośny głos wnuczki Demonicy.
- Uff. - wypuściłam głośno powietrze. Nie zabiłam Łukasza ale zdążyłam go zranić. Z małego rozcięcia na szyi płynęła krew. Młoda Demonica podeszła do nas godnym krokiem.
- Daruje mu życie a ciebie - spojrzała na mnie - wezmę pod swoje skrzydła.
- Kamilo ty nie możesz sama decydować. - Jan zwrócił się do młodej Demonicy, ta spojrzała na swoja babcię.
- Dlaczego nie mogę o niczym decydować a tata tak? On nie ma twojej krwi w sobie.
- Masz rację. - odpowiedziała Demonica. Widać że kobieta ma słabość do swojej wnuczki. - W takim razie co proponujesz?
- Już już mówiłam daruj mu życie.
- A niby dlaczego? Zdradził. - odezwał się Jan patrząc z pogardą na mnie i Łukasza.
- A dlaczego mamy karać niewinnego chłopaka? To nie jego wina że urodził się w zły dzień i akurat na niego padło. Przeznaczeniu nie da się oprzeć. - Demon chciał się wtrącić ale Demonica podniosła się z miejsca.
- Dobrze już zdecydowane. Kamila zajmie się Roksaną i Łukaszem. Z wszystkiego co zrobią ty będziesz sadzona. - po tych słowach wyszła a za nią reszta rady i ochroniarze. Po chwili wrócił Daniel razem z Nadią. Dziewczyna od razu podeszła do Łukasza i przytulia go a mnie przytulił brat i przyjaciółką po chwili to samo zrobili rodzice. Dopiero po tym wielkim powitaniu skupiłam się na Kamili. Podeszłam do niej, zdążyła usiąść na tronie swojej babki.
- Dziękuję za wstawienie się za nami.
- Nie musisz. - uśmiech rozjaśnił jej twarz, wyglądała na młodszą. - Ja jestem po twojej... - spojrzała ponad moim ramieniem. - po waszej stronie. Zawsze wam pomogę.
- Jestem ci wdzięczna, naprawdę. - odwzajemniłam jej uśmiech.
- Czyli teraz jesteś w Radzie? - Nadia położyła mi rękę na ramieniu.
- Tak i zamierzam to wykorzystać. - już myślałam co będę robić gdy tylko skończymy nasz plan.
- No to super a teraz zbieramy się do domu może zdarzymy jeszcze zobaczyć się z chłopakami. - Nadia ruszyła do drzwi ciągnąć mnie za sobą. Nie udało nam się wyjść ponieważ Kamila i Dominik zagrodzili nam drogę.
- Nie mogę jej puścić. - odezwała się Kamila.
- A to niby dlaczego? - Łukasz idący za nami oburzył się.
- Ponieważ teraz należycie do Rady. - zaczął powoli Dominik. - a to znaczy że musicie tu zamieszkać.
- Nie zgadzam się! - krzyknęła na całą sale Nadia, położyłam jej rękę na ramieniu.
- Spokojnie zostaniemy. - zwróciłam się tu nie tylko do przyjaciółki ale do wszystkich.
- W takim razie Dominik i jeszcze ktoś odwiezie twoja przyjaciółkę i rodzinę do domu a ja pokażę wam wasz pokój i zapoznam z zasadami tu panującymi.
- Roksana jesteś pewna? - Nadia miała zmartwioną minę.
- Tak spokojnie porozmawiamy jak zaśniesz. - Uśmiechnęłam się do niej i poszłam razem z Łukaszem za Kamilą która poprowadziła nas na najwyższe piętro posiadłości i pokazałam nam nasz pokój. W środku było łóżko kanapa stolik szafa i biurko.
- W szafie powinny być jakieś ubrania a w łazience ręczniki. - powiedziała Kamila stojąc w wejściu. - Teraz zostawię was samych żebyście mogli porozmawiać. Przyjdę po was przed kolacją. - wyszła zamykając za sobą drzwi. Ja padłam na łóżko i westchnęłam ciężko. Łukasz usiadł obok mnie opierając ręce na kolanach i opuszczając głowę.
- Łukasz przepraszam. - powiedziałam cicho podnosząc się. - nie chciałam zrobić ci krzywdy.
- Roksana opanuj się robiłaś to co musiałaś.
- Pomimo wszystko nie powinnam się na to zgodzić. - przytuliłam się do niego. 
- Nie myśl już o tym. - pocałował mnie w czubek głowy - lepiej pomyślmy jaki będzie nasz następny krok. Nie robiliśmy żadnych planów awaryjnych.
- Tak wiem. - usiadłam wygodniej na łóżku. - Myślę że skoro mamy Kamile po swojej stronie będzie nam łatwiej. Widziałam że jej babka ma do niej słabość.
- Zauważyłem ale to może nie być takie łatwe jak myślisz. Demonica jednak trzyma się pewnych zasad. Zwłaszcza gdy w pobliżu jest genialny Jan.
- Masz racje. - zamyśliłam się przez chwile. - Mogę spróbować też przekonać ja do siebie. Obstawiam że to nie będzie już takie trudne. Wystarczy że będę robić to co każe.
- Spróbuj. - uśmiech Łukasza dał mi do zrozumienia że szykuj już jakiś cudowny plan. - Jednak pozostaje jeszcze jeden problem.
- Jaki?
- Jak skontaktujemy się z resztą Dominik nie może przecież jeździć ciągle z informacjami tam i z powrotem.
- Tym się nie martw. - uśmiechnęłam się do niego. - od tego masz mnie. Potrafię wchodzić do czyichś snów. spróbuje dziś w nocy zrobić taka snokonferencje.

DAMIAN

Właśnie jechaliśmy z Karolem do naszego "miasta" które tak naprawdę było ogromnym strzeżonym osiedlem zamieszkałym tylko i wyłącznie przez Anioły. Tutaj o statucie decydowało oto jak blisko Rady Aniołów mieszkasz. Moja rodzina jest jedna z pięciu rodzin mieszkających najbliżej. Zapewnił nam to mój dziadek tory był jej przewodniczącym przez prawie 60 lat. Jego miejsce zajął Artur ojciec Karoliny. jego prawą i lewą ręką jest jego bart i moja siostra która z resztą mnie nienawidzi. Ale mniejsza z tym teraz było ważne żeby wejść do środka.
- Myślisz że nam się uda? - spytałem Karola gdy zaparkował.
- Musi. - powiedział otwierając drzwi. - inaczej będzie o nas. - wysiadłem zaraz po nim i ruszyliśmy w stronę wejścia. nie dotarliśmy tam ponieważ kilka metrów od naszego samochodu zostaliśmy powaleni na ziemie a na naszych rekach dwóch ochroniarzy zapięło kajdanki. Gdy już byli pewni że jesteśmy bezbronni podnieśli nas z ziemi i zaprowadzili do środka.
- Udało nam się. - Uśmiechnąłem się krzywo.
- Nie ciesz się jeszcze. - usłyszałem ostry głos siostry. Podniosłem wzrok i zobaczyłem ją opierającą się o ścianę przed biurem do którego zmierzaliśmy.
- Jak miło widzieć cię siostrzyczko. - Zadrwiłem.
- Niestety nie mogę tego samego powiedzieć. - odsunęła się od ściany. - od początku mówiłam że wszystko spieprzysz ale matka nie słuchała.
- Zazdrość aż z ciebie kipi. Powinnaś się już nauczyć że zawsze wygrywam. - powiedziałem.
- Naprawdę tak sądzisz? - wybuchła śmiechem. - Wydaje mi się że to ja jestem górą.
- Pamiętaj Natalio co zawsze mówił ojciec. - odezwał się Karol. - Im wyżej jesteś tym upadek jest boleśniejszy.
- Wprowadzić ich! - rozkazała wchodząc do środka z zaciśniętymi ustami. zawsze tak robiła gdy przegrywała nasze potyczki słowne. Które najczęściej kończył Karol bo tylko o nie bał się mówić o naszym ojcu po jego śmierci. 
- Och kogo my tu mamy. - Powiedział Artur gdy weszliśmy do biura. - Co was tu sprowadza? bo na pewno nie jest to błaganie o wybaczenie.
- Masz racje nie jest. - odezwał się Karol. - Przyszliśmy cię powiadomić o losach twojej córki.
- Co z nią? - widać było że przejął się.
- Nie żyje. - powiedziałam.
- Co oni jej zrobili!? - spytał uderzając ręką w blat stołu.
- Oni razem z nami próbowali ją uratować. - szczęka Karola była zaciśniętą więc jego słowa były ciche ale i mocne. - Nie udało im się ponieważ rana kuta w brzuchu była za głęboka.
- Nie to nie możliwe. - Artur opadł z powrotem na krzesło i schował twarz w dłoniach.
- Kłamiecie tylko po to żeby uratować tą twoją Wybraną. - Natalia naskoczyła na nas.
- Wybraną była Karolina a jej wybranym Demon który pilnował Roksany. - wytłumaczyłem.
- Skąd o tym wiecie? - spytał Artur.
- Ponieważ Roksana jest Strażnikiem.
- Strażnikiem mówisz? - Artur pozbierał się po śmierci córki zadziwiająco szybko. - w takim razie zawrzyjmy umowę. Ja pozwolę wam wrócić do naszej społeczności jeżeli wy powiecie mi gdzie ona się ukrywa.
- Nigdy - powiedzieliśmy równo z Karolem.
- W takim razie na razie ich zamknąć w celi. - wstał - dam wam kilka godzin na podjęcie ostatecznej decyzji. Widzimy się jutro. - powiedział i machnął ręką a ochroniarze poprowadzili nas na dół do tak zwane celi. Tak naprawdę był to pokój w piwnicy z drwami wyposażonymi w kilka zamków. Zamknęli nas w środku. Nie spodobało mi się to więc zacząłem chodzić w kółko. Po kilku godzinach brat pchnął mnie na łóżko i kazał się położyć.
- Myślisz że zasnę? - spytałem patrząc jak rozkłada się wygodnie na swoim łóżku.
- Powinieneś inaczej Roksana nie będzie mogła się z tobą skontaktować.
- Skąd ty niby o tym wiesz?
- Powiedziała mi na wszelki  wypadek. Założyła że jak coś pójdzie nie tak to ja zachowam zimną krew i spróbuje cię uspokoić. Mówiła że jak nie będzie dała rady z tobą spróbuje ze mną. - powiedział i zamknął oczy. Po tym co usłyszałem ułożyłem się wygodniej i starałem jak najszybciej zasnąć co nie było łatwe.

***

Wybaczycie mi? Ja wiem że nie pisałam tak strasznie długo ale im bliże końca tym trudniej się pisze. Do tego tak dużo obowiązków szkolnych że ja nie wyrabiam. Nie obiecuje że kolejny rozdział pojawi się szybko. bo naprawdę nie wiem na kiedy uda mis ie go napisać.
Piszcie jak mi wyszła perspektywa Damiana.

Jeżeli coś jest nie tak to też piszcie ponieważ miałam problemy z wyglądem po opublikowaniu.